BUDAPESZT i Zakole Dunaju – odcinek trzeci…..
Trzeci dzień zwiedzania….
Rozpoczęliśmy tradycyjne od obfitego śniadania w hotelowej super restauracji, gdzie można było nasycić nawet najbardziej wybredne podniebienie.
Tego dnia czekało nas penetrowanie zabytków / budowli Pesztu.
Zaczęliśmy od Placu Bohaterów – nazywanego również placem Tysiąclecia lub placem Millenijnym – jednego z największych
i najważniejszych placów w Budapeszcie. Po obu stronach placu znajdują się okazałe budynki Muzeum Sztuk Pięknych (Szépművészeti Múzeum), w eklektyczno-klasycystycznym stylu (wybudowane
w latach 1900–1906) oraz Pałacu Sztuki (Műcsarnok), z roku 1895
(w takim samym stylu jak Muzeum). Zakończenie wszystkich prac na placu Bohaterów nastąpiło w 1929 roku. Wtedy też na placu znalazł się pomnik (Hősök emlékkövét) poświęconym poległym podczas
I wojny światowej (stąd oficjalna nazwa placu). Plac był miejscem wielu demonstracji politycznych jak również miejscem oprawienia
w 1991 roku Mszy Świętej przez Papieża Jana Pawła II. Najważniejszym obiektem na placu jest Pomnik Tysiąclecia, na środku wznosi 36-metrowa kolumna archanioła Gabriela, który według legendy miał okazać się pierwszemu królowi Stefanowi
i nakazał przyjęcie korony. Cokół kolumny otaczają posągi jeźdźców – księcia Arpada i sześciu jego wodzów, którzy na przełomie VIII i IX wieku przyprowadzili Madziarów na teren dzisiejszych Węgier. Kolumnę z archaniołem Gabrielem otacza półkolista kolumnada, podzielona na dwie części. Przedstawia ważne postacie z węgierskiej historii. Rozpiętość ramion kolumnady wynosi 85 metrów – górne krawędzie zdobią posągi Pracy i Dobrobytu oraz Wiedzy i Chwały,
a także boga Wojny i bogini Pokoju.
Uciekając od upału udaliśmy się do Parku Miejskiego by podziwiać renesansowo – barkowy Zamek Vajdahunyad. Budowla jest konglomeratem kopii budynków historycznych (stylistycznie jest mieszaniną gotyku, renesansu i baroku). Swą nazwę wzięła od najbardziej charakterystycznej kopii zamku z Vajdahunyad
w Siedmiogrodzie, obecnie na terenie Rumunii. Przewodnik zwrócił uwagę na pomnik Anonymusa określanego jako Anonima Węgierskiego.
Po obejrzeniu wszystkich budowli i wysłuchaniu o nich wielu ciekawych rzeczy przeszliśmy obok Stołecznego Cyrku – jest to stały budynek z dużą okrągłą areną, mieszczący od kilkuset do ponad 1400 widzów na trybunach.
Zatrzymaliśmy się na chwilę przy ciekawej bramie wejściowej do ogrodu zoologicznego i botanicznego. Jest to najstarsza tego typu placówka na Węgrzech, a założona została w 1866 roku.
Po tym wyczerpującym spacerze udaliśmy się pod Gmach Parlamentu. Jeden z bardzo charakterystycznych symboli stolicy Węgier i całego kraju. Położony nad Dunajem, w dzielnicy Peszt,
jest jednym z największych gmachów parlamentów narodowych na świecie. To zachwycający neogotycki budynek z imponującą kopułą. Wszyscy kojarzą kadr przedstawiający budynek parlamentu,
który niezależnie od pory dnia i roku przegląda się w wodach Dunaju. Budowę tego potężnego gmachu rozpoczęto w 1885 roku,
a pierwsze posiedzenie parlamentu odbyło się w 1896 roku. Parlament w Budapeszcie ma blisko 270 metrów długości i 120 szerokości, przez co jest jednym z największych budynków w kraju. Na powierzchni 17 tysięcy metrów kwadratowych zmieściło się ponad 620 sal, 13 wind, ponad dwa razy tyle klatek schodowych i aż 10 podwórzy.
Z zewnątrz Parlament wygląda jak… biały Hogward:).
Ma mnóstwo wież, wieżyczek i strzelistych zakończeń, co mimo jego masywności sprawia wrażenie smukłości. Budowla uderzająco symetryczna i proporcjonalna. Z daleka może przypominać koronę.
Do jego budowy zużyto 40 milionów cegieł, 40 kg złota oraz pół miliona kamieni szlachetnych. Górująca nad wszystkim kopuła liczy sobie 96 metrów wysokości – dokładnie tyle, ile kopuła pobliskiej Katedry Św. Stefana. Miało to symbolizować równość w narodzie między polityką a religią.
Główna fasada skierowana jest w stronę rzeki, ale wejście znajduje się z drugiej strony budynku,
od placu Kossuth Lajos ter – na którym stoi pomnik Kossutha, węgierskiego bohatera narodowego. Na fasadzie głównego wejścia do parlamentu znajdują się herby krajów wchodzących w skład Krajów Korony Świętego Stefana (XIX wiek) – Królestwo Węgier, Chorwacji, Slawonii, Dalmacji, Siedmiogród i miasto Rijeka. Nad wejście powiewają flagi Węgier, Siedmiogrodu oraz …dopiero od niedawna Unii Europejskiej – poprzedni premier Węgier Viktor Orban przez całą swoją kadencję nie pozwolił tej flagi umieścić na budynku.
Po wysłuchaniu wszystkiego lub prawie wszystkiego o tym imponującym gmachu udaliśmy się na plac, a w zasadzie schody Bazyliki Świętego Stefana. Od konsekracji w 1905 roku jest największym kościołem stolicy Węgier. Może pomieścić do 8500 wiernych. Obecnie jest konkatedrą archidiecezji Ostrzyhom–Budapeszt. Ogromny kościół oddaje hołd św. Stefanowi I, pierwszemu królowi Węgier, który ustanowił chrześcijaństwo w królestwie. Wśród wielu relikwii przechowywanych w kościele jest zmumifikowana prawica świętego Stefana. Każdego roku 20 sierpnia odbywa się uroczysta procesja, podczas której relikwia jest niesiona przez ulice Budapesztu. Ta dumna budowla ma tylko dwieście lat. Nie zmienia to jednak faktu, że jest jednym z ciekawszych kościołów stolicy oraz swoistym pomnikiem epoki i arcydziełem historyzmu.
Ten neorenesansowy budynek jest kościołem na planie centralnym, którego projekt oparty został o kształt krzyża greckiego. Środek przykrywa olbrzymia, złożona z dziewięciu części, kopuła.
Jest dokładnie tej samej wysokości co Budynek Parlamentu. Całość zachwyca monumentalną formą oraz dopracowanymi detalami. Jednak samo podziwianie fasady to zdecydowanie za mało. Ponoć wnętrze świątyni jest niezwykle bogato zdobione i emanuje elegancją oraz podniosłą atmosferą, która robi ogromne wrażenie.
Niestety nie zwiedzaliśmy wnętrza obiektu – a szkoda; poznaliśmy je jedynie z opowiadania Pana Jerzego….
Mieliśmy też niebywała okazję wysłuchać „koncertu” dzwonów zawieszonych na kilku wieżach, albowiem byliśmy przy Bazylice w samo południe.
Przez piękny Plac Świętego Stefana udaliśmy się do ostatniego punktu naszego zwiedzania – ulicy Vaci. Ciągnie się ona na długości około 1,2 kilometra w samym centrum Pesztu, biegnąc równolegle do Dunaju – od placu Vörösmartyego aż do Wielkiej Hali Targowej.
W centrum placu stoi pomnik Mihálya Vörösmartyego, poety, pisarza i tłumacza, autora popularnej pieśni patriotycznej Szózat.
W pierzei południowej placu działa założona w 1858 cukiernia Gerbeaud z wystrojem w stylu belle époque , że jest nieszablonowa przekonałam się sama delektując się w jej wnętrzach pyszną kawą.
Piękna jest architektura ulicy Vaci – eklektyczne i klasycystyczne kamienice z przełomu XIX i XX wieku oraz zabytkowe fasady budynków.
Znajdują się tu setki sklepów znanych międzynarodowych marek odzieżowych (jak Zara czy H&M), butiki z wyższym asortymentem oraz liczne sklepy z pamiątkami. Ulica i jej okolice obfitują w kawiarnie, lodziarnie, restauracje oraz tradycyjne węgierskie knajpki.
W tym miejscu pożegnaliśmy się serdecznie z naszym wspaniałym węgierskim przewodnikiem i mieliśmy możliwość skorzystać z czasu wolnego. Spora grupa zdecydowała się na degustację Langosza – tradycyjnego węgierskiego placka drożdżowego smażonego na głębokim oleju.
Następnie spacerkiem, pokonując całą ulicę Vaci przeszliśmy do autokaru, by po krótkim odpoczynku udać się wieczorem na prawdziwą węgierską kolację w Czardzie.
To był creme de la creme naszego pobytu w Budapeszcie.
Udaliśmy się do Czardy o nazwie Zaborszky Pince, gdzie okazało się, że dziadek właściciela był Polakiem. Czarda którą odwiedziliśmy to taka karczma z rustykalnym wystrojem, gdzie dominowały drewniane krzesła, ławy i stoły ustawione w ogromnej sali (piwnicy) o gotyckim sklepieniu.
Właściciel opowiedział o historii tego miejsca oraz pokazał ekspozycje związane z dawnymi zwyczajami ludowymi, w tym produkcją wina.
Po zajęciu miejsca przy stołach okazało się, że w kolacji uczestniczą również osoby z innych krajów – Turcy, Amerykanie, Belgowie – przy każdym ze stołów był proporczyk w kolorze flagi państwowej.
Dopełnieniem całości byli muzycy w kolorowych strojach ludowych, którzy przygrywali nam do kolacji oraz tancerze pokazujący ludowe węgierskie tańce. Była możliwość skosztowania dość pikantnych potraw oraz pysznych win. Prowadzący Czardę zaprosił przedstawicieli poszczególnych państw do wspólnego gotowania kaszy – nas dzielnie reprezentował Radek. Przygotowana kasza została sprawiedliwie rozdzielona na talerze gości – i była prawdziwie pikantna, tak po węgiersku.
W bardzo miłej i fantastycznej atmosferze mieliśmy pełen relaks przy świetnym jedzeniu. Była również okazja zaśpiewania popularnych w danym kraju piosenek – nam się chyba najbardziej udało z tradycyjnymi „Sokołami” oraz „Szła dzieweczka” .
Kilka godzin kolacji upłynęło bardzo szybko, a w drodze powrotnej do hotelu cały autokar rozbrzmiewał znanymi nam piosenkami
oraz salwami śmiechu.
J.K. 






























