PODLASIE PEŁNE TAJEMNIC – dzień szósty, ostatni…
Poranne pakowanie bagaży, śniadanie, opuszczamy przytulny hotel „Podlasie” i ruszamy zwiedzać Białystok.
Przy Pałacu Branickich czeka na nas super przewodniczka Pani Wanda. Pałac Branickich to chluba miasta, jedna z najlepiej zachowanych rezydencji magnackich epoki saskiej na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej w stylu późnobarokowym określany mianem „Wersalu Podlasia”, „Wersalem Północy”, a także „Polskim Wersalem”. Kompleks pałacowo-parkowy jest zlokalizowany
w obrębie ulic Legionowej i Akademickiej, usytuowany jest na dwóch parterach (poziomach): górnym i dolnym. W części górnej znajdują się pałac oraz ogród francuski, mający kształt regularnego czworoboku. Na dolnym parterze położony jest o ogród o typie angielskim, otoczony promenadami noszącymi nazwy bulwarów im. Kościałkowskiego i Kielanowskiego. Zaczynamy zwiedzanie od pięknego ogrodu francuskiego – znajdują się tutaj piękne klomby, dywany kwiatowe, liczne fontanny, altany i rzeźby. Wszystko wygląda fenomenalnie. Zatrzymujemy się przy pięknym pawilonie „Pod Orłem”. Historia Pałacu związana jest z rodem Jana Klemensa Branickiego. Jednego z największych polskich magnatów XVIII w. Właściciel 12 miast, 257 wsi i 17 pałaców. Ostatni męski przedstawiciel rodu Branickich herbu Gryf. Kawaler Orderu Orła Białego i Orderu Złotego Runa. Był jedynym synem wojewody podlaskiego Stefana Mikołaja Branickiego i Katarzyny z Sapiehów. Drugie imię, Klemens, przybrał później, zamiast nadanego na chrzcie imienia Kazimierz, nawiązując tym do tradycji rodu, w którym imiona Jan Klemens nosili zasłużeni przodkowie. Rodzice wybrali dla niego karierę wojskową – piął się po szczeblach tej kariery i został hetmanem. Niestety życie osobiste nie było dla niego łaskawe. Albowiem Hetman wielki koronny Jan Klemens Branicki nie doczekał się własnych dzieci. Mimo że był trzykrotnie żonaty (z Katarzyną Barbarą Radziwiłłówną, Barbarą Szembekówną oraz Izabelą Elżbietą Poniatowską), żadne z jego małżeństw nie zaowocowało potomstwem. Ostatnia żona – Izabela była od niego młodsza o …41 lat!! Takie to były czasy aranżacji małżeństw:).
No ale dość o Branickich, bo historia tego rodu jest tak bogata, że – odsyłam do źródeł historycznych!!
Obecnie Pałac Branickich jest budynkiem użyteczności publicznej – swoją siedzibę ma w nim Uniwersytet Medyczny.
W związku z tym, część wnętrza zabytkowego obiektu można zobaczyć bezpłatnie.
Wchodząc prawym wejściem obok drzwi głównych dostępny jest piękny hol z wystawnymi schodami oraz korytarz na piętrze z wyjściem na taras, skąd rozpościera się widok na ogrody.
Zwiedzanie obiektu (podział na dwie grupy, stąd na zdjęciach nie ma wszystkich uczestników!) wraz z sympatycznym przewodnikiem zajęło nam ponad godzinę. Przewodnik poprowadził nas Ścieżką Historyczną obejmującą multimedialną wystawę w piwnicach pałacowych, reprezentacyjne pomieszczenia Pałacu oraz Muzeum Medycyny i Farmacji Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.
Najpierw stanęliśmy w Wielkiej Sieni stanowiącej hol Pałacu, gdzie znajdują się schody prowadzące na piętro.
Następnie przeszliśmy do piwnic. I pewnie każdy pomyślał – a po co łazić po piwnicach?. Te jednak robią wrażenie „wow”. Pełno w nich zdjęć, rysunków i rzeźb. Królują jednak multimedia. Z szeregu przepięknych animacji dowiedzieliśmy się o dziejach pałacu. Obejrzeliśmy wizualizację zamku, który stał tu jeszcze przed czasami Branickich i powiewające na wietrze swastyki, które wisiały na budynku w czasie okupacji niemieckiej. Można się też dowiedzieć, że w miejscu dzisiejszego dziedzińca pałacowego już w IV wieku naszej ery istniała osada. Dzięki jednej z prezentacji multimedialnych mogliśmy „uczestniczyć” w pożarze pałacu, jaki miał miejsce w lipcu 1944 roku. W piwnicach obejrzeliśmy popiersia Stalina, Bieruta, Dzierżyńskiego oraz obraz Włodzimierza Lenina. Różne ciekawe pamiątki po PRL-owskich dziejach pałacu.
Spenetrowawszy piwnice przeszliśmy na pierwsze piętro, gdzie znajdują się pomieszczenia reprezentacyjne. A ponieważ jest to obiekt użytkowy wszędzie można było przysiąść. Zajrzeliśmy do pięknych apartamentów Izabeli Branickiej – ostatniej żony Jana Klemensa. Podziwialiśmy Złote Pokoje, Wielką Aulę, Kaplicę, Jadalnię. Największe wrażenie robi usytuowana na pierwszym piętrze Aula Magna, która powstała z połączenia dawnej sali balowej i jadalni; ozdobiona pięknymi sztukateriami w stylu rokoko. Aktualnie odbywają się w niej uroczystości związane z Uniwersytetem – inauguracje roku, absolutoria. Bezpośrednio z aulą sąsiaduje kaplica, w której kiedyś modliła się Izabela Branicka. Ołtarz, latarnia i kopuła Kapicy ozdobione są wspaniałymi sztukateriami. Na ołtarzu stoi współczesna kopia figury Czarnej Madonny z hiszpańskiego klasztoru Montserrat. Również po sąsiedzku znajdują się Złote Pokoje. Z tarasu jednego z nich podziwialiśmy z góry ogród francuski.
Przez Dziedziniec Paradny przeszliśmy do Muzeum Historii Medycyny i Farmacji. Mieliśmy okazję zobaczyć dawne eksponaty medyczne i farmaceutyczne. Chociaż okazało się, że to co sympatyczny przewodnik przedstawiał jako medyczną historię było rzeczywistością dla naszej koleżanki Uli:).
Obejrzeliśmy różne gabinety: stomatologiczny, okulistyczny, salę chorych oraz pomieszczenia dawnej apteki. Po opuszczeniu pięknego Pałacu ( takiej białostockiej „wisienki”) przeszliśmy na Rynek.
Tu dowiedzieliśmy się o historii Kościoła – Bazyliki Mniejszej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Jest to w rzeczywistości zespół świątynny złożony z dwóch połączonych ze sobą budynków kościelnych: starego (z początku XVII wieku) oraz nowego (z początku XX wieku). Kościół stary w stylu późnorenesansowym oraz barkowym wyposażeniem, które dzięki sprytnemu fortelowi „rozbudowano” o Kościół nowy neogotycki o wysokości 72, 5 m (wieże) oraz długi na 90 m. Oglądanie wnętrza nowego Kościoła musieliśmy ograniczyć ze względu na odbywająca się Mszę Świętą.
Przeszliśmy na Rynek miasta – reprezentacyjną promenadę, przy której usytuowany jest min. Ratusz późnobarokowa budowla z zegarem. Przystanęliśmy przy pomniku młodego Ludwika Zamenhofa twórcy sztucznego języka międzynarodowego – esperanto. Dzieciństwo Zamenhofa upłynęło w środowisku wielonarodowościowej społeczności Białegostoku, złożonej głównie z Żydów, Polaków, Rosjan i Niemców. W domu mówiono w jidysz, a drugim językiem był rosyjski natomiast na podwórku wśród kolegów mówiono po polsku. Uważał, że główną przyczyną nieporozumień i sporów między ludźmi jest bariera językowa. Jeden, wspólny język miał być rozwiązaniem, dlatego też dążył do stworzenia sztucznego międzynarodowego języka, co mu się znakomicie udało.
Trochę zmęczeni zwiedzaniem i pogodą – zaczynał się upał (!) udaliśmy się na chwilkę czasu wolnego, który każdy spędził bardzo dowolnie; najczęściej przy kawie i jakichś słodkościach lub kupując pamiątki z tego 300 tysięcznego miasta i okolic.
Po odpoczynku przeszliśmy do białostockiej cerkwi prawosławnej pw. Św. Mikołaja. Neoklasycystyczna świątynia powstała pod wpływem ogólnoeuropejskich prądów w sztuce przełomu XVIII i XIX wieku. Reprezentuje typ świątyni wzorowanej na późnobizantyńskich kościołach krzyżowo-kopułowych. Stylowo nawiązuje do klasycyzmu rosyjskiego i architektury Petersburga. Budowla robi wrażenie zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz. Niestety nie można było robić zdjęć. Wszystkie odsłonięte części ciała należało zakryć specjalnymi chustami. Jak w każdej cerkwi część ołtarzową od nawy oddziela ściana klasycystycznego ikonostasu. Wysłuchaliśmy opowiadania o zwyczajach prawosławnych, w tym bardzo ciekawej o ceremonii zaślubin.
Spacerkiem słuchając Pani Wandy, która miała bardzo dużo do przekazania, ale brak audio gauidów znowu utrudniał swobodne zrozumienie tego co nam mówiła. Przeszliśmy obok Pomnika Bohaterów Ziemi Białostockiej – 9 strzelistych, symbolicznych kolumn – drzew połączonych koroną tworząca gniazdo z orłem z rozpostartymi skrzydłami. Minęliśmy pomnik „Maska”. Rzeźba jest dwustronna: z jednej strony ze smutną miną – maska tragiczna, z drugiej z uśmiechem – maska komiczna, na której klęczy niewielka postać lalkarza, poruszającego marionetkę za trzymane w dłoni sznurki. Rzeźba ma nieco ponad 2 metry, wykonana jest z brązu i granitu. Jego usytuowanie nie jest przodkowe – w pobliżu znajduje się Teatr Lalek, jeden z najstarszych polskich teatrów lalkowych.
Doszliśmy do miejsca gdzie stała synagoga, doszczętne zniszczona w 1941 roku – spalona wraz z mieszkańcami pochodzenia żydowskiego. Obecnie stoi tu pomnik przedstawiający zniszczoną kopułę synagogi oraz tablicę pamiątkową o treści: „Święty nasz wspaniały przybytek stał się pastwą ognia, 27 czerwca 1941 roku 2000 Żydów niemieccy mordercy spalili w nim żywcem”.
I tym sposobem znaleźliśmy się przy barze „Podlasie” gdzie czekał na nas obiad, po skonsumowaniu którego wróciliśmy do autokaru by udać się w podróż powrotną.
I dobrze się stało, że to właśnie tego ostatniego dnia rozpoczął się upał, bo zwiedzając białostocki Rynek, gdzie nie ma zieleni a króluje beton było ciut gorąco. A i w innych odwiedzanych miejscach nie byłoby tak fajnie przy upale:)
W naszym autokarze mieliśmy komfort termiczny i upał odczuwaliśmy tylko podczas przystanków na toaletę. W okolicach Poznania „dogoniła” nas potężna burza, ale prowadzący w tym czasie autokar Sylwek pokonał burzowy dystans bez problemów. Brawo Sylwek!!.
Zmęczeni, pełni wrażeń duchowych, smakowych byliśmy w Goleniowie po 24 tej.
Dziękujemy bardzo wszystkim którzy przyczynili się do tej niezapomnianej wycieczki:
– Uli za bezbłędne ogarnianie miejsc i ludzi (na szczęście nie mieliśmy w grupie większych maruderów);
– Andrzejowi za cierpliwe snucie opowieści o odwiedzanych miejscach, (których nie zawsze słuchaliśmy) oraz przygotowanie tej całej wyjątkowej trasy;
– Bartkowi i Sylwkowi za bezpieczną i płynną jazdę! jazda z Wami to prawdziwa przyjemność;
– firmie Maciej Tour za podstawienie bardzo wygodnego autokaru, w którym nawet tak długa jazda nie była uciążliwa;
– wszystkim uczestnikom wycieczki za dobrą dyscyplinę podczas wszystkich postojów:)
Nie wiem jak Wy, ale ja już jestem gotowa pakować walizkę na kolejną wycieczkę pod opieką takich kierowców i przewodników…
To już jest koniec serialu o Podlasiu mojego autorstwa, mam nadzieję, że udało mi się zaintrygować tym rejonem osoby, które jeszcze tam nie były. No i może trochę usystematyzować wiadomości zdobyte przez uczestników….pewnie o czymś zapomniałam, ale liczę na wyrozumiałość:)
Julia K.



































































