2025/2026,  Aktualności,  Galeria,  WYCIECZKI

PODLASIE PEŁNE TAJEMNIC – KIERUNEK LITWA!

Dzień Trzeci – środa 17 czerwca  – Kierunek Litwa
Po bardzo wczesnym śniadaniu wyruszyliśmy w podróż na Litwę, której celem było Wilno oraz miasteczko Troki.
Uzbrojeni w rzeczy niezbędne do przetrwania kapryśnej pogody, która niestety nas nie rozpieszczała dotarliśmy do stolicy Litwy po około pięciu godzinach jazdy. Towarzyszące nam chmury budziły obawy, czy uda się bez problemów obejrzeć zaplanowane miejsca.
Na parkingu przed Kościołem pod wezwaniem Świętych Piotra
i Pawła czekała na nas bardzo sympatyczna Pani przewodnik – Grażynka, która podjęła się pokazania nam najciekawszych miejsc tego niegdyś polskiego miasta. Pani Grażynka często podczas opowiadania o poszczególnych miejscach używała sformułowania – „ruskij mir”; co doskonale odzwierciedlało również nasz stosunek do powojennej zmiany granic Polski. To tak na marginesie….
Zostaliśmy wyposażeni w audio guidy – super urządzenia podczas wycieczki w której uczestniczy duża ilość osób. Przewodnik opowiada, a my możemy swobodnie rozglądać się po okolicy, bo doskonale słyszymy o czym jest mowa. I tu kolejny raz apel do naszego wspaniałego Andrzeja – chcemy zwiedzać ciekawe zakątki naszego kraju mając właśnie audio guidy!!
Pierwszym obiektem przewidzianym do zwiedzania był Kościół pw. Św. Piotra i Pawła – piękny barokowy budynek na Antokolu, dzielnicy Wilna. Architektura kościoła nie jest wyjątkowa – jego twórca wzorował się na kościele w Tarłowie niedaleko Opatowa.
Jest to trójnawowa bazylika z transeptem zbudowana na planie łacińskiego krzyża, zwieńczona kopułą nad skrzyżowaniem naw.
O szczególnym miejscu świątyni w historii sztuki polskiej decyduje jednak nie jego architektura, ale wystrój, który niemal w całości stanowią wyjątkowej klasy sztukaterie. Wnętrze świątyni zdobi ponad 2 tysiące rzeźb stiukowych o tematyce biblijnej, mitologicznej i historycznej. Jednym z ciekawszych elementów wystroju wnętrza jest przepiękny kryształowy żyrandol w kształcie łodzi (jest pamiątką zatonięcia podczas transportu ołtarza głównego o kryształowych kolumnach zamówionego przez Paca we Włoszech). Oryginalnym elementem jest również, umieszczony w kruchcie, wielki bęben litewski (litaur) przywieziony przez hetmana Paca spod Chocimia po bitwie w 1673.
Nasyceni widokiem pięknego wnętrza kościoła mogliśmy zrobić zakupy drobnych upominków na malutkim straganie znajdującym się przy bramie; co prawie każdy skwapliwie uczynił:)
Kolejny przystanek to Cmentarz na Rossie – zabytkowy zespół cmentarny o powierzchni 10,8 h. Podzielony na symboliczne cztery części:
Stara Rossa (1769/1801), Nowa Rossa (1847), Cmentarz Wojskowy (1920), mauzoleum Matka i Serce Syna (1936). Naszym głównym celem było Mauzoleum Matka i Serce Syna. Znajduje się tu grób Marii z Billewiczów Piłsudskiej i miejsce pochówku urny z sercem Józefa Piłsudskiego.  Nagrobek wieńczy płyta wykonana z granitu wydobytego na terenie polskiej wsi kresowej Bronisławka na Wołyniu. Płyta została obrobiona i oszlifowana przez Bolesława Sypniewskiego w warszawskim Zakładzie Kamieniarskim Sypniewskich przy ulicy Powązkowskiej (ponoć zakład ten mieści się w tym miejscu do dziś), tam też został wykuty słynny napis na płycie: „Matka i serce syna”.
Zapaliliśmy symboliczne znicze w kształcie serca z logo naszego Uniwersytetu, przeszliśmy obok cmentarza wojskowego, z uwagą wysłuchaliśmy opowieści o bardzo ciekawych w kształcie nagrobkach. Takim niewątpliwie jest pomnik „Czarny Anioł”, który przedstawia smukłą, lekko unoszącą się postać anioła, zrywającego łańcuchy łączące go z ziemią. Sam nagrobek skrywa szczątki 24 letniej kobiety.
Jest też Biały Anioł który zdobi grób 20-letniej kobiety. Rzeźba przedstawia anioła stojącego na skale, który obejmuje krzyż opleciony bluszczem. Spod jego lewej stopy wyłania się inskrypcja: „Panie, bądź wola Twoja” Na cmentarzu spoczywają polscy żołnierze polegli w bojach 1919, 19201939 i 1944, a także znane postacie polskiej, białoruskiej
i litewskiej historii. Nie jest to więc zwykły cmentarz, ale prawdziwy zabytek historyczny. Tuż przy bramie znajduje się piękna gotycka  kaplica, obok której stoi popiersie Lelewela. Teren cmentarza nie jest płaski tylko pagórkowaty, bardzo nietypowy.
Po wizycie na Rossie zaplanowano przerwę na obiad. Pani Grażynka zaprowadziła nas do dużej restauracji, gdzie mieliśmy okazję skosztować litewskich specjałów. Pierwszym daniem był barszcz czerwony – bardzo przypominający ukraiński. Szkoda, że było ciut za zimno by posmakować litewskiego specjału – chłodnika. Drugim daniem były cepeliny – flagowe danie kuchni litewskiej oraz bliny żmudzkie. Jedne i drugie bardzo smaczne, a wielkość imponująca. Zaserwowano również deser – ale mało litewski, aczkolwiek również smaczny.
Po tej uczcie dla ciała przejechaliśmy w pobliże Ostrej Bramy. Tu mieliśmy okazję pokrzepić ducha. Ostra Brama to późnogotycka, jedyna ocalała z murów miejskich, brama w Wilnie, zwana dawniej Bramą Miednicką; prowadzi do niej ze Starego Miasta ulica Ostrobramska. Od wewnętrznej, północnej strony w Bramie znajduje się kaplica z cudownym obrazem Matki Boskiej. Słynny obraz wyróżnia się tym, że przedstawia Maryję bez Dzieciątka Jezus, ze skrzyżowanymi dłońmi i w złoconych szatach. Jest najcenniejszym skarbem tego litewskiego miasta wraz z jej słynącym z cudów i łask obrazem Matki Miłosierdzia. To właśnie on od stuleci w szczególny sposób przyciąga turystów i pielgrzymów z całego świata. My też mieliśmy szczęście stanąć przed słynnym wizerunkiem. Patrząc na obraz tysiąc myśli w głowie: podziękować – za wszystko!!; prosić –  o wszystko!! I gdzieś w podświadomości taki werset „Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy / I w Ostrej świecisz Bramie!”. Cudne, nie zapomniane przeżycie:).
Od Ostrej Bramy spacerkiem udaliśmy się w kierunku Katedry Św. Stanisława i Św. Władysława. Pani Grażynka opowiadała szczegółowo
o mijanych zabytkach – głównie Kościołach, których nie sposób wszystkich opisać. Trzeba jednak zaznaczyć, że wszystkie odrestaurowane. Wędrując Starym Miastem dotarliśmy do placu przed Ratuszem, pięknym neoklasycystycznym budynkiem, niestety z powodu remontu elewacji nie mieliśmy możliwości  podziwiać jego wspaniałości. Naszym celem było obejrzenie Sanktuarium Miłosierdzia Bożego gdzie znajduje się oryginalny obraz Jezusa Miłosiernego (namalowany w 1934 roku przez Eugeniusza Kazimirowskiego według wskazówek św. Faustyny). Niestety w Sanktuarium odbywała się Msza Święta, mogliśmy tylko po cichutku zajrzeć do wnętrza Świątyni.
Wędrując uliczkami Starego Miasta przeszliśmy obok budynków Uniwersyteckich i dotarliśmy do budynku Pałacu Prezydenckiego – oficjalnej rezydencji Prezydenta Litwy. Najpierw zajrzeliśmy do pałacowych ogrodów z piękną fontanną, by potem przejść na plac przed Pałacem. Budynek Pałacu wzniesiony został już w XIV wieku, przeszedł burzliwą historię, a aktualną szatę architektoniczną uzyskał w XVIII wieku.
Ostatnim miejscem oglądanym w Wilnie była Katedra Św. Stanisława i Św. Władysława. A właściwie Bazylika Archikatedralna, która została wzniesiona w sercu miasta, w miejscu dawnej świątyni pogańskiej, tuż obok zamku obronnego. Przetrwała zarówno najpiękniejsze, jak i najbardziej dramatyczne wydarzenia w historii Wilna i całego państwa litewskiego. Świątynia jest symbolem chrztu litewskiego.
W podziemiach katedry wileńskiej spoczywają prochy św. Kazimierza, patrona Litwy oraz młodzieży. Jest to budowla w stylu klasycystycznym (architekt Wawrzyniec Gucewicz), natomiast jej ściany noszą ślady gotyku, renesansu i baroku. Przy katedrze wznosi się 57-metrowa dzwonnica. Jest to jeden z głównych symboli stolicy, szczególnie ważny element wileńskiej Bazyliki Archikatedralnej. Mogliśmy podziwiać najpiękniejszą z kapic tej Katedry – Kaplicę Św. Kazimierza. Powstała w latach 1623-1636 z inicjatywy królów Zygmunta III i Władysława IV dla upamiętnienia królewicza Kazimierza, syna Kazimierza IV Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki (Habsburżanki). Jest to wybitne dzieło wczesnego baroku zrealizowane przez włoskich budowniczych. Inspiracją dla jej twórców była, powstała sto lat wcześniej, kaplica Zygmuntowska w katedrze wawelskiej. Wileńskie dzieło jest od niej dwukrotnie większe. Wyposażenie kaplicy wykonano w najlepszych warsztatach Europy Zachodniej. W krypcie pod kaplicą zostali pochowani król Aleksander Jagiellończyk, królowa Barbara Radziwiłłówna, a także serce króla Władysława IV. Przepiękne wnętrze i tyle historii….
Wracając do autokaru podziwialiśmy nową architekturę Wilna, po drugiej stronie rzeki Wilii  – obecnie nazywanej Neris. Prawdziwe szklane wieżowce przynoszące na myśl miasta wschodniego wybrzeża USA.
Kolejnym etapem zwiedzania Litwy było miasteczko Troki.
Troki leżą na Pojezierzu Wileńskim, na półwyspie między jeziorami  Galwe na północy, Tataryszki  na zachodzie,  Łuka  na wschodzie i Giełusz  na południu.
Penetrację miasteczka rozpoczęliśmy od kolorowych domków Karaimów. Parterowe, drewniane domki z XIX wieku pomalowane na intensywną zieleń, żółć, pomarańcz, czerwień ożywiają ulicę oraz nadają jej wyjątkowy wygląd. Tradycyjne domostwa Karaimów oprócz barw charakteryzują się również trzema oknami zwróconymi w stronę ulicy. Według tradycji jedno jest dla Boga, drugie dla księcia Witolda, a trzecie dla gospodarza.
Kim są Karaimi?? Karaimi to taj
emnicza i nieliczna grupa etniczna o własnej religii, która na świecie liczy zaledwie kilka tysięcy osób. Spowodowane to jest tym, że za Karaima uważa się tylko osobę, której ojciec i matka byli Karaimami. Coś niesamowitego…
Przeszliśmy do Zamku, który wybudowano na największej z wysp jeziora Galwe i jest to jedyny zamek na wyspie w Europie Wschodniej. Niestety obejrzeliśmy go tylko z zewnątrz i zajrzeliśmy na dziedziniec, brak było możliwości głębszego zwiedzania. Zamek w Trokach wygląda jak XV-wieczny, gotycki zamek. A czy tak wyglądał w rzeczywistości? Tego nie wiadomo, gdyż nie zachowały się żadne obrazy ani szkice. Odbudowany zamek prezentuje domniemany wygląd zamku w tamtym okresie. Połączenie kamieni, czerwonej cegły, odbijające się w czystych wodach jeziora robi jednak duże wrażenie.
Dzień zakończyliśmy na super kolacji zaserwowanej nam w przytulnej regionalnej Karczmie. Ze smakiem zjedliśmy tatarskie pierożki – kibini (oj nazwa pierożki bardzo myląca, toż to były „pierogasy”) Podano do nich również smaczny rosół – obżarstwo totalne – ale to przecież tylko jedna kolacja:)
Zmęczeni, ale pełni litewskich wrażeń i smaków około północy wróciliśmy do naszego hotelu w Białymstoku.

Julia K.